Tajlandia: turystyka w zawieszeniu – wojna na bliskim wschodzie zagrozi celom?
Początek 2026 roku przyniósł Tajlandii mieszane sygnały w sektorze turystyki. Choć liczba turystów zagranicznych w styczniu i lutym osiągnęła 6 541 710, to odnotowano niewielki spadek o 4,2% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2025. Sytuacja jednak odwróciła się w lutym, kiedy to liczba odwiedzających wzrosła do 3 263 802, co stanowi aż 4,63% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Napędzał go głównie szczyt sezonu związanym z obchodami Chińskiego Nowego Roku.
Dominacja chin i wpływ azjatyckich trendów
Mimo fluktuacji, Chiny utrzymały pozycję lidera, rejestrując 1 078 089 przyjazdów w lutym i marcu. W dniach świątecznych ruch wzrastał nawet do ponad 30 000 osób, co jest zjawiskiem dobrze znanym w popularnych destynacjach, takich jak Phuket, Pattaya i Chiang Mai. Te miejsca przyciągają regularnie zorganizowane grupy turystów z Chin, choć w okolicznościach świątecznych ich skala jest szczególnie imponująca. Za Chinami plasowały się Malezyjczycy, co odzwierciedla silne powiązania między krajami azjatyckimi. Kolejne miejsca zajęły Rosja, Indie – tuż za nimi – oraz Korea Południowa, podkreślając regionalne trendy.
Zaskakująco, pomimo szerszego spadku, pojawiły się pozytywne sygnały z gospodarek zachodnich. Powyżej 200 000 turystów przybyło z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Stanów Zjednoczonych w okresie od stycznia do lutego. Szczególna jest pozycja Francji jako ósmego największego nadawcy turystów, co świadczy o trwałym zainteresowaniu Europą, nawet w obliczu narastających napięć międzynarodowych.
Dochody z turystyki zagranicznej w ciągu tych dwóch miesięcy wyniosły blisko 322,6 miliarda bahtów, co stanowi spadek o zaledwie 0,6% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tajlandia planuje powitać w 2026 roku około 36,7 miliona turystów zagranicznych, generując przychody szacowane na 2–3 biliony bahtów, a niektóre prognozy, uwzględniające turystykę krajową, wskazują na możliwość przekroczenia górnej granicy tego zakresu. To długodystansowi goście – z Europy czy Ameryki – stanowią zaledwie jedną trzecią ogólnej liczby turystów, ale mogą generować prawie połowę przychodów ze względu na ich większe wydatki.

Kryzys na bliskim wschodzie: nowe wyzwanie dla tajlandii
Ale nadzieje na optymistyczny rok napotykają na poważne przeszkody w postaci rosnących napięć na Bliskim Wschodzie. Jak podkreśla Artthikorn Sirilattayakon, szef Tajskiego Ministerstwa Turystyki i Sportu, zablokowane szlaki lotnicze w tym regionie stanowią kluczowy problem dla europejskiego turystyki, która wcześniej zyskiwała na rozpędzie. Tranzytowe węzły takie jak Dubaj, Doha i Abu Zabi, na których opierały się te trasy, teraz doświadczają zakłóceń – od odwoływanych lotów po przekierowania. Wzrost cen paliw, spowodowany napięciami, dodatkowo podnosi koszty dla linii lotniczych, a co za tym idzie – ceny biletów. Dłuższe Podróże, takie jak te do Tajlandii, mogą więc przyciągnąć mniej pasażerów.
Według szacunków Tajskiego Urzędu Turystyki (TAT), jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa dłużej niż trzy miesiące, liczba turystów może spaść o 25%, obniżając roczne sumy do 27–29 milionów. Uspokojenie sytuacji przed upływem dziewięćdziesięciu dni sugeruje spadek o 18%, co dałoby 30–31 milionów turystów. Kluczowym w prognozach jest czas trwania konfliktu. Nawet krótkie opóźnienia mogą mieć znaczący wpływ. Popyt na Podróże okazuje się bardzo wrażliwy na sygnały dotyczące stabilności regionalnej.
Zamiast opierać się na długoterminowych prognozach, TAT skupia się na natychmiastowych działaniach i dywersyfikacji. Priorytetem są kraje sąsiednie, gdzie popyt na turystykę pozostaje stabilny. Ponadto, nacisk położony jest na turystów ze średniej półki, których obecność stale rośnie. TAT reaguje w sieciach regionalnych, uznając, że stabilność ma teraz większe znaczenie niż jakiekolwiek planowane kampanie marketingowe. Ważne będą kwietniowe święta – Wielkanoc i Songkran – które mogą zadecydować o losach całego sezonu i osiągnięciu celu 30 milionów turystów.
Sukces zależy od umiejętności zarządzania napływem turystów w szczycie sezonu. W ubiegłym roku co piąty turysta pochodził z Chin, podczas gdy liczba turystów z Indii rosła szybciej. Nawet pomimo napięć politycznych w regionie, przychody systematycznie rosły. Wczesne dane wskazują na utrzymanie się optymizmu w Japonii i Australii, mimo obaw panujących w innych miejscach. Z kluczowych wskaźników wynika, że spokojny rozwój wydarzeń na granicach ma większe znaczenie niż agresywne działania marketingowe.
n